22 lipca 1944 r., na polecenie Józefa Stalina, zawiązany został PKWN

Zniknie z życia polskiego klasa ludzi, która od wieków już była nieszczęściem Polski. Znikną książęta, hrabiowie, magnaci, którzy doprowadzili do zguby szlachecką Rzeczpospolitą, (…) Zniknie jeden z głównych ośrodków faszyzmu i reakcji polskiej”.
[Odezwa Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej, 1944 r.]

Rys historyczny

22 lipca 1944 r., na polecenie Józefa Stalina, zawiązany został Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego — konkurencyjny ośrodek władzy wobec legalnego Rządu Polskiego na uchodźstwie. Było to preludium do narzucenia Polsce ustroju komunistycznego.

Dnia 6 września 1944 roku, podczas gdy trwało jeszcze Powstanie Warszawskie, a legalny rząd Rzeczypospolitej znajdował się w Londynie, PKWN samozwańczo wprowadził dekret o reformie rolnej, który zakończył ponad 800-letnią historię ziemiaństwa polskiego.

Z tytułu dekretu o reformie rolnej z 6 IX 1944 r., przejęto bez odszkodowania 3,49 mln ha należące do 9707 majątków ziemskich. Przejęcia miały często dramatyczny przebieg. Wypędzonym właścicielom zakazywano zbliżania się na 50 km do utraconego majątku, pod groźbą kary śmierci. Przejmowano także domy wraz z wyposażeniem – niejednokrotnie siedziby rodowe od stuleci związane z historią kraju. Nagromadzone przez pokolenia pamiątki i dzieła sztuki najczęściej padały ofiarą zorganizowanego szabrownictwa i wandalizmu.


Do dziś bardzo duża część polskiego społeczeństwa zmaga się z przeszłością swoich niepiśmiennych dziadków, którzy nagle stali się elitą. Cel PKWN był prosty. Wykorzenić rdzenną, polską inteligencję, szczególnie ziemiaństwo, i zastąpić je analfabetami ze Wschodu. Warszawa była traktowana tu priorytetowo. Dzieci tych analfabetów, już w ramach awansu społecznego, poszły do szkół, nawet na studia, i opanowały najwyższe stanowiska państwowe, aby drenować mózgi polskiego narodu. Dziś ich wnuki, prawnuki są największymi admiratorami „praw człowieka”, konstytucji, demokracji, Europy (jeszcze wczoraj Moskwy) praworządności, piszą bajki o polskim kompleksie matki Rosji, i co gorsza przez nich Polska jest chorym krajem. PKWN było zadanym zaplanowanym, śmiertelnym ciosem w najlepsze Tradycje Rzeczypospolitej. Nie uwolnimy się od tego przez kolejne pokolenia, bo lumpenploreatariat naprawdę uważa, że są elitę, i nigdy już z tego nie zrezygnują… mimo, że w głębi duszy wiedzą, że są nikim.


Rozparcelowano 1,2 mln ha (34%) pośród 387 tys. rodzin chłopskich, czyli mniej niż za czasów II RP (1,9 mln ha do 1939 r. za odszkodowaniem). Większość gruntów odebranych ziemianom nie została przekazana rolnikom, gdyż nie była objęta parcelacją. Powołano Państwowe Gospodarstwa Rolne. Chłopi nie otrzymali ziemi za darmo – musieli ją wykupić w ciągu 10-20 lat.

Reforma nie rozwiązała problemów wsi. Rozdrobnienie własności rolnej pozostaje faktem do dziś. Przeciętna wielkość gospodarstwa rolnego w Polsce to obecnie 10,65 ha (dane ARiMR za 2017 r). Reforma rolna PKWN przekazała średnio po ok. 3 ha na gospodarstwo.

„ [Reformę rolną] interpretowano jako akt sprawiedliwości dziejowej i zarazem sposób na likwidację głodu ziemi na polskiej wsi, czy nawet na radykalną poprawę struktury agrarnej polskiego rolnictwa. W rzeczywistości reforma przyczyniła się jedynie do radykalnej zmiany w jednym aspekcie – oznaczała mianowicie definitywny kres warstwy ziemiańskiej. Dla chłopów i całego rolnictwa oznaczała niewiele: już na początku sporą część zarekwirowanej „obszarnikom” ziemi przeznaczono na potrzeby gospodarki uspołecznionej (w 1950 r. było to już 2,2 mln ha), resztą obdzielono rzesze chętnych, ale też niechętnych (spora część chłopów nie chciała bowiem cudzej, a więc kradzionej własności; z kolei sporo byłych pracowników folwarcznych nie chciało stać się indywidualnymi rolnikami, zwłaszcza karłowatymi, no i nie miało żadnych doświadczeń, jak samodzielnie prowadzić gospodarstwo). W wyniku reformy w dalszym ciągu na polskiej wsi przeważały gospodarstwa małe (do 5 ha), niedające szans na utrzymanie rodziny ani modernizację (…), co więcej rozpoczęto w 1948 r. przymusową kolektywizację.

Oceniana z perspektywy dziesięcioleci reforma jawi się więc jako typowe połowiczne i skażone ideologią przedsięwzięcie, które nie poprowadziło polskiej wsi w żadnym konsekwentnie realizowanym kierunku. Nadawanie ziemi indywidualnym rolnikom miałoby sens, gdyby za tym szła polityka intensywnego wspierania indywidualnego rolnictwa, tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Chłopi musieli sami finansować funkcjonowanie swoich gospodarstw, dopłacając w dodatku do notorycznie deficytowych PGR-ów. A jeśli mimo to udawało się im wyjść na swoje, zaliczano ich do kategorii kułaków, prześladowano, tępiono i wsadzano do więzienia (skromnie licząc, jakieś 200 tys. odsiedziało za przedsiębiorczość i gospodarność).”

[Prof. Izabella Bukraba, socjolog wsi, Uniwersytet Warszawski, Polska Akademia Nauk w: „Ziemia dla chłopów”. Tygodnik Przegląd, listopad 2009]

za; Polskie Towarzystwo Ziemiańskie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.