Byliśmy pierwsi, którzy pisali o tym, że już czas zająć się naszą polską sztuką na Ukrainie!

    Dokładnie pół roku temu pisaliśmy o naszej wizycie na Ukrainie, we Lwowie, w polskich galeriach sztuki i biliśmy na alarm, że polska sztuka tam ginie. Ukraińcy nas nie lubią i mają w poważaniu nasze dziedzictwo. Puste, brzydkie, zagrzybione galerie, niszczejące obrazy…taki smutny widok przywieźliśmy do Polski. I o tym napisaliśmy!. Jesteśmy tym żywo zainteresowani, bo  nasza rodzina była wśród założycieli Lwowskiej Galerii Sztuki!

A teraz proszę, Rzeczpospolita (i super) zajęła się problemem szerzej!

    „Musimy wesprzeć ukraińskie muzea. W przeciwnym wypadku nie będziemy mogli liczyć na odpowiednie przechowywanie, wystawianie i wprowadzanie do obiegu naukowego wielu dzieł czy archiwaliów ze zbiorów lwowskich, bez których wiedza o kulturze polskiej nigdy nie będzie pełna.

We Wrocławiu trwa ważna wystawa „Muzeum Książąt Lubomirskich. Nie/zapomniana historia”. Wydany przy tej okazji polsko-ukraińsko-angielski katalog wprowadza do obiegu wiele nieznanych dotąd arcydzieł.

Na Dolny Śląsk ekspozycja przyjechała ze Lwowa, gdzie była częścią tamtejszych obchodów 200. rocznicy założenia Ossolineum. Lwowska Galeria Sztuki wyciągnęła z magazynów 90 obrazów, które do wojny stanowiły część kolekcji dawnego Muzeum Książąt Lubomirskich, nieodłącznej części Narodowego Zakładu im. Ossolińskich we Lwowie. W ogromnej większości są to świetne przykłady malarstwa polskiego od XVII do pocz. XX wieku, które nawet dla znawców sztuki są odkryciem. Od kilkudziesięciu lat nie tylko nigdy nie pokazywano ich publicznie, ale też większość nie była znana nawet z reprodukcji. Są wśród nich m.in. wybitne przykłady malarstwa portretowego dawnej Rzeczypospolitej, najlepsze dzieła artystów polskich tworzących na przełomie XIX/XX wieku. Rozmiarami wyróżnia się monumentalna „Modlitwa w stepie” Józef Brandta, która przez ostatnie dekady leżała zrolowana w muzealnym magazynie. Obrazy poddano renowacji w ramach polsko-ukraińskiego projektu.

Wystawa jest dobrym pretekstem, aby przypomnieć o stanie i sytuacji wielu dawnych polskich bibliotek, archiwaliów i dzieł sztuki, które po 1945 roku pozostały na Ukrainie. W szczególności Lwów jest najważniejszym poza Polską miejscem, gdzie znajduje się dzisiaj istotna część naszego dziedzictwa kulturowego. Tymczasem ta część relacji polsko-ukraińskich rzadko trafia na łamy niebranżowych mediów. Wydaje się, że potrzebna jest wychodząca poza wąskie grono specjalistów dyskusja o tym, co Polska może zrobić, by pomóc instytucjom ukraińskim, do których należą zbiory ważne dla obu narodów.

Choć stosunki między Warszawą i Kijowem są dziś napięte, to należy się zgodzić ze słowami Adolfa Juzwenki, dyrektora wrocławskiego Ossolineum, który w ubiegłym roku na otwarciu lwowskiej wystawy mocno akcentował, że „sztuka powinna nas łączyć”. Jednocześnie wezwał do stworzenia warunków, aby po zakończeniu ekspozycji dzieła sztuki nie trafiły znowu na wiele lat do magazynów.

Złoty wiek i wojenna katastrofa

W 1817 roku Józef Maksymilian Ossoliński zakłada Zakład Narodowy im. Ossolińskich. Rozpoczyna się wiek lwowskich bibliotek i muzeów. W 1841 roku przy Ossolineum otwiera się Muzeum Książąt Lubomirskich. W 1874 roku powstaje Miejskie Muzeum Przemysłu Artystycznego. W 1880 roku publiczności zostaje udostępnione Muzeum Przyrodnicze im. Dzieduszyckich, a trzy lata później Muzeum Historyczne Miasta Lwowa. W 1884 roku Benedykt Dybowski, były powstaniec, badacz fauny Syberii i jeziora Bajkał, ofiarowuje Uniwersytetowi Lwowskiemu swoje zbiory. Włączone do kolekcji znacznie starszego gabinetu historii naturalnej staną się Muzeum Zoologicznym im. Benedykta Dybowskiego. Z kolei w 1900 roku Biblioteka Baworowskich, jeden z największych polskich prywatnych księgozbiorów, zostaje udostępniona publicznie.”

więcej tu; http://www.rp.pl/Plus-Minus/304129923-Czy-Polska-odzyska-od-Ukrainy-dziela-sztuki.html

zdj; Monumentalna „Modlitwa w stepie” Józef Brandta przez ostatnie dekady leżała zrolowana w muzealnym magazynie.

PAP, Andrzej Rybczyński

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.